niedziela, 21 października 2012

Karambola - ciąg dalszy

      Z sześciu karambol (Averrhoa carambola), które wykiełkowały w styczniu niestety musiałem usunąć trzy z nich (z braku miejsca). Pozostałe trzy radzą sobie, lepiej lub gorzej. 
      Przyznam się, że rośliny te są niezwykle kapryśne.Wymagają kwaśnego podłoża (ale nie aż tak kwaśnego jak rośliny mięsożerne, wystarczy pH 5-5,5; ja użyłem mieszanki torfu wysokiego i substratu torfowego w proporcjach 1:1 i chyba im to odpowiada) oraz podlewania - przynajmniej co jakiś czas - miękką wodą. Karambole są niezwykle wrażliwe na przesuszenie. Gdy zauważymy pierwsze oznaki suszy (opadanie listków) musimy jak najszybciej uzupełnić niedobory. Nawet "jeden dzień za długo" może spowodować poważne uszkodzenia roślin - wyjaśnię to na zdjęciach:

Zdrowe karambole
       Na powyższym zdjęciu są dwie karambole, które podlewałem regularnie. Natomiast poniżej znajduje się zdjęcie rośliny, o której zapomniałem na dwa dni :(

"Zapomniana" karambola
      W przypadku przesuszenia karamboli jej listki natychmiast zasychają i opadają. Zasycha również stożek wzrostu. Jeśli taką karambolę podlejemy na czas, dojdzie do siebie, ale na liściach, które jeszcze nie opadły pozostaną żółte, zaschnięte plamy. Ta karambola już doszła do siebie - wypuszcza nowy pęd-przewodnik. 
      Innym częstym problemem w uprawie jest zatrzymanie się wzrostu rośliny i zmiana zabarwienia liści na żółtozielone (lub bladozielone). Jest to spowodowane niedoborem żelaza w roślinie. Niestety nie miałem nawozu żelazowego i potraktowałem ją jednocześnie dolistnie i doglebowo nawozem wieloskładnikowym. Wtedy karambole bardzo szybko wypuszczają nowe, już żywozielone liście, a starych się pozbywają. 
     Podsumowując: największymi problemami w uprawie karamboli jest złe pH gleby lub jej przesuszenie, zbyt suche powietrze, przechłodzenie oraz niedobory żelaza. Na szczęście w naszym klimacie nie występują raczej szkodniki, które by się połasiły na karambolę.
      Jak wyglądało kiełkowanie karamboli możecie zobaczyć tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz